Alpha Polaris – recenzja

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 Email -- 0 Flares ×

„Aplha Polaris”, to tytuł, do którego podchodziłam kilka razy. Gra zakupiona tuż po premierze, przeczekała na półce przeszło cztery lata, bym w końcu zdecydowała się w nią zagrać. Instalowana już na moim komputerze, jakoś nie zachęcała mnie do jej przejścia, a najgorsze jest to, że nie bardzo potrafiłam sprecyzować, co mnie w niej odrzuca. Przecież lubię horrory, a gra jest właśnie tytułem, który miał mnie straszyć, kocham zimę, a Alpha Polaris to stacja badawcza na Grenlandii, więc krajobraz zimowy zapewniony, no i uwielbiam przygodówki, a to przecież taki właśnie gatunek.

Jednak coś mi w niej nie „leżało”, a teraz, po jej ograniu już wiem co to takiego. Ale po kolei……  Jak już wcześniej nadmieniłam, akcja gry „Alpha Polaris” rozgrywa się na  amerykańskiej stacji badawczej, na Grenlandii. Wcielamy się w norweskiego doktoranta i biologa 28 letniego Rune Knudsena, który na owej stacji, której pracownicy i badacze mają na celu odnalezienie pokładów ropy naftowej, zajmuje się badaniem zwyczajów i kondycji fizycznej niedźwiedzi polarnych. Pewnego dnia, jeden z jego kolegów badaczy, przynosi na stację dziwną skórę z symbolami i garść ludzkich  kości, noszących znamiona kanibalizmu. Od tej chwili członków grupy zaczynają dręczyć koszmary, w których na ich życie czyha tajemnicza bestia. Wkrótce okazuje się, że istota jest czymś bardzo realnym, a nasi bohaterowie będę zmuszeniu walczyć o swoje życie, próbując ochronić się przez dziwną i straszną istotą.  Wiem, że mogliście pomyśleć, czytając ostatnie zdanie, że jest to raczej survival horror, a nie typowa przygodówka, ale tak nie jest. „Alpha Polaris”, to rasowa gra adventure, w której z nikim nie będziemy walczyć, no chyba, że walką nazwiemy bój z własnymi szarymi komórkami, które dręczyć będziemy podczas przygodowych łamigłówek. Fińskie studio Turmoil Games, twórcy gry, przygotowali graczom bardzo nierówny poziom zagadek. Część z nich jest banalnie prosta, a część na tyle trudna, że mniej cierpliwy, czy też mniej obeznany w tym gatunku gracz, może czuć się nieco zdesperowany i sięgnąć po pomoc, zaglądając do solucji, czy też poradnika. 

Nie tylko poziom przygodowych zadań trzyma zmienny poziom. Cała gra jest właśnie takie niewypoziomowana. Z jednej strony mamy całkiem przyjemną grafikę, dość przyzwoicie wykonane lokacje, nie najgorsze animacje ruchowe postaci (pomijając dziwne ich drżenie podczas chodzenia), a z drugiej, zaskakują nas przerażające i odstraszające wstawki komiksowe, w których autorzy przedstawili animację twarzy postaci, którymi właśnie kierujemy. W większości przypadków wygląda to okropnie. Twarze wyginają się  karykaturalnie, przerażająco, a zarazem komicznie, psując całą przyjemność z dialogu, który niejednokrotnie ma na celu budować atmosferę grozy. Niestety najczęściej te obrzydliwe rysunki, takowy klimat rujnują. Niestety nie mogłam czuć strachu, skoro czułam się rozbawiona, gorzej, że najczęściej byłam tymi animacjami zniesmaczona.  Równie niespójnie wygląda sprawa angielskiego dubbingu gry. Bywają role odegrane doskonale. Do nich mogę zaliczyć postać Tully’ego. Aktor podkładający głos pod owego bohatera przyłożył się do swojej pracy należycie, przez co jest ona jedną z lepszych i najbardziej wiarygodnych osób na stacji. Gorzej przedstawia się nasz protagonista Rune, który większość dialogów wypowiada w taki sam sposób, nie bardzo przejmując się napięciem, jakie powinno mu towarzyszyć w danej scenie. Równie mdło prezentuje się jedyna dziewczyna na stacji, młoda kobieta imieniem Nova i straszy jegomość Al. Całość dubbingu prezentuje średni, przeciętny poziom, niczym nie zachwycając, przynajmniej mnie. Gra w Polsce została wydana w ojczystym języku – polskie napisy, a wydania jej podjęło się IQ Publishing. Wywiązali się z tego doskonale, bowiem wszystkie teksty zostały poprawnie przetłumaczona, a mnie nie udało się znaleźć ni jednej literówki, brawo!  „Alpha Polaris” jest klasyczną przygodówką, w której sterowanie odbywa się za pomocą myszki i jej lewego i prawego przycisku. Nieodzownym atrybutem mojego ukochanego gatunku jest notatnik. Tak też jest w tym przypadku. Owszem dziennik  jest, problem tylko w tym, że równie dobrze, mogłoby go wcale nie być. Już wyjaśniam dlaczego? Otóż  pojawia się w nim  raptem kilka informacji. Jedną z nich jest ręcznie spisana notatka dotycząca jego pracy, czyli badania niedźwiedzi i trzy artykuły.

Knudsen nic w swoim zeszycie  nie zapisuje, nie ma w nim jego przemyśleń, zadań do wykonania, nic z tych rzeczy. Równie dobrze zebrane artykuły mogły trafić do ekwipunku, w którym można by było je przeczytać, czy też obejrzeć. Jedynym fajnym jego elementem jest to, że daną notatkę, czy też raczej wycinek z gazety, można powiększyć na tyle, by można ją było spokojnie przeczytać. Za to spokojnie należy się plusik.  „Alpha Polaris” oferuje klasyczne rozwiązania przygodowe, jak na przykład typowy dla przygodówek ekwipunek, który znajduje się na dole ekranu. Otwieramy go poprzez kliknięcie na torbę Rune’go. W inwentarzu można przedmioty ze sobą łączyć lub je oglądać, klikając na nie prawym przyciskiem myszki. Wtedy to dana rzecz zostanie opisana. W swojej torbie Rune ma też urządzenie uniwersalne z kompasem, które to posłuży nam w wielu czynnościach. Jednym z nich jest zadanie, które nas czeka. Przyznam się, że po rozpoznaniu symboli na skórze i odczytaniu ich ( o tym napiszę za chwilę), posługiwanie się owym kompasem było dla mnie kolejną zmorą w tej grze. Aby nasz protagonista zdołał odszukać niedźwiedzicę, musimy odnaleźć kierunek i wpisać go  do komputera Rune. Niestety wcale nie jest to takie łatwe, bowiem żeby się to udało, trzeba najpierw się odpowiednio ustawić względem klatki, w której była zamknięta niedźwiedzica. Zadanie napsuło mi trochę krwi, bowiem postać „tańcowała” w kółko, wędrowała tam i tu, zanim stanęła do niej tyłem. Tylko wtedy, stojąc w odpowiednim miejscu możemy użyć urządzenia uniwersalnego i z kompasu odczytać prawidłowy kierunek. 

Klasykę w tej przygodówce przełamują innowacje wprowadzone przez autorów. Jedną z nich jest już wcześniej przeze mnie wspomniana zagadka z odczytywaniem symboli na skórze. Gdy już rozszyfrujemy co też dany symbol znaczy, a zadanie momentami jest dość trudne, bowiem część owych znaków składa się z kilku innych, wtedy po kliknięciu na symbol pojawia się okienko, w którym musimy wpisać nazwę owego symbolu. To bardzo nietypowy rodzaj zadania, jak na przygodówki, ale ciekawy. Pewną nowością miały się pewnie stać dialogi, które dają nam pozorną dowolność wyboru. Otóż podczas gadaniny, możemy wybrać którą opcję dialogową chcemy, ale finalnie nic ona w grze nie zmienia, bowiem i tak prowadzi nas do takiego samego zakończenia, tym bardziej, że gra jest bardzo, ale to bardzo liniowa. Nie zabierzemy jakiegoś z przedmiotów, dopóki naszemu bohaterowi on w tej chwili nie jest potrzebny. Twórcy wprowadzili też kilka innych świeżych rozwiązań, które miały na celu uatrakcyjniać i uwierzytelniać grę. Jednym z nich są przekleństwa, które słyszymy z ust Tylly’ego i scena łóżkowa, jeśli wybierzemy opcję pozostania w pokoju Novy. Najmocniejszą stroną produkcji, dla której warto w nią zagrać, odkładając na bok wszelakie niedogodności, jest fabuła.  Potrafi  ona zainteresować i przyciągnąć do monitora, szkoda tylko, że gra jest taka krótka. Całość składa się bowiem z trzech dni, w których za dnia wykonujemy kolejne zadania, a nocą się straszymy. To koszmary, które nawiedzają naszych bohaterów, sprawiają, że na rękach jeżą się nam włoski. To podczas polarnej, rozświetlanej zorzą polarną nocki, gra pokazuje swój przerażający pazur. Całość spaja bardzo tajemnicza i klimatyczna muzyka i sugestywne, pełne krwi animacje, typowe dla horrorów. Dużą zaletą gry jest także nieograniczone miejsce na zapisy, w przygodówkach nieodzowne. 

 „Alpha Polaris”, to więc przygodówkowy mix, czyli gra która jest zarazem ciekawa i odpychająca, straszna i komiczna, trudna i banalnie prosta. Ten projekt  miała potencjał, który twórcą nie do końca udało się wykorzystać. Nie mniej jednak, potrafi zaciekawić fabułą i klimatem. Dla tych, którzy lubią gry z dreszczykiem, pozycja niemal obowiązkowa. Moja ocena gry, to 6/10. 

Zalety: 

- wciągająca fabuła; 
– zagadki; 
– nieograniczone miejsce na zapisy; 
– udźwiękowienia i muzyka; 
– klimatyczne wstawki filmowe. 

Wady: 

- zbyt krótka; 
– komiksowe wstawki; 
– nierówność gry; 
– zbyt liniowa;

SOLUCJA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *