Murdered: Śledztwo zza grobu – recenzja

1 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 1 Email -- 1 Flares ×

 

Życie człowieka, to mieszanina dobrych i złych dni, radości i smutku, pomyślności i niepowodzeń. Każdy dzień to jakieś plany, postanowienia i założenia, które niweczy czasami sam los, postanawiając nieco zamieszać w garze naszych życiowych pragnień albo śmierć, która przychodzi niespodziewanie i zdecydowanie zbyt szybko. Losy pewnego niezwykle pokrzywdzonego przez los i innego człowieka, detektywa,  śledzić będziemy w przygodowej grze akcji: zatytułowanej: Murdrered: Śledztwo zza grobu.

Recenzja tej niezwykle ciekawej, acz nie pozbawionej elementów zręcznościowych i akcji,  przygodówki, za którymi nie przepadam, to pewien mój eksperyment, który przyszedł mi do głowy pewnego dnia, podczas oglądania let’s play’a  owej gierki. Postanowiłam zająć się opisem tytułu, w który nie grałam, a jedynie śledziłam zmagania z nim  Przygodomaniaka, który na swoim kanale nagrał dla fanów przygodówek,  serię dotyczącą tej właśnie produkcji.

W podzielonym na dwanaście odcinków let’s play’u,  na który serdecznie zapraszam, śledzić mogłam losy detektywa Ronana O’Connora i przenieść się do mistycznego miasteczka Salem, które kojarzy się wszystkim nam jednoznacznie, czyli z sabatem czarownic i czarną magią. Protagonista, to człowiek zmagający się nie tylko z przeciwnościami losu, ale także ze swoją kryminalną przeszłością.  To także osoba okrutnie skrzywdzona  przez życie. Bezlitosny los odebrał mu ukochaną żoną a on sam stracił życie w bardzo dramatycznych okolicznościach.


Nasz bohater, stworzony przez studio Airtight Games, to postać, którą poznajemy dość dokładnie, w bardzo wymownej i klimatycznej, pierwszej animacji, będącej  krótką retrospekcją jego życia. Obserwujemy zatem jego młodzieńczą przeszłość kryminalną, zakochanie i ślub z Julią, podjęcia pracy w policji, śmierć żony a na koniec zgon Ronana, który zostaje wypchnięty przez okno a potem zastrzelony przez nieznanego, zakapturzonego bandytę.  Każda ważna dla niego chwila jest upamiętniana na wieczność tatuażem, który jak zdjęcie pojawia się na jego ciele i jak ono blednie lub zmienia się, gdy los zrzuca na jego barki cierpienie. Śmierć nie jest jednak końcem jego istnienia. Ponieważ jego życie zostaje  przerwane w dość gwałtowny sposób, a on sam pozostawia tu na ziemi ważne i niedokończone sprawy, to nie wędruje od razu  w stronię światła, a pozostaje na ziemskim padole jako duch, ze  świetlistymi dziurami po kulach w  połyskującym niebieskawym świetle ciele.

Zapytacie zapewne jakie to ważne  nierozwiązane przedsięwzięcia pozostawił O’Connor? Jak nie trudno się domyślić, zamierza on znaleźć swojego mordercę, który w jakiś niewyjaśniony, ale stopniowo odkrywany sposób,  związany jest z  grasującym w mieście seryjnym mordercą,  zwanym Dzwonnikiem. Osobnik ten zabija swoje ofiary na osiemnastowieczny moduł, mordując tak jakby były czarownicami, dokonując na nich okrutnych,  inkwizycyjnych rytuałów.

Murdered: Śledztwo zza grobu, łączy w sobie klimat mrocznego thrillera, wypełnionego duchami, drastycznymi mordami i intrygującą historią, z typowym detektywistycznym dochodzeniem, w którym zbieramy poszlaki i wskazówki, łączymy je  i pchamy akcję do przodu. Tajemniczość owej produkcji,  potęgują postacie dostępne w grze, w tym główny bohater, czyli duch i jego kompanka, nastoletnie medium,  Joy. Ponieważ wcielamy się nie w osobę z krwi i kości, a ciało astralne, toteż dzięki temu zyskujemy nowe, ciekawe możliwości. Po pierwsze możemy przenikać przez ściany, co ułatwia poruszanie się, wnikać w osoby, które możemy opętać ale nie tylko. Po drugie,  zyskujemy możliwość czytania w ludzkich myślach i wpływania na żyjące istoty. Ten zakres działań, to swoiste zagadki przygodowe, w tej nietypowej gierce, w której łamać głowy raczej nie będziemy. Zadania skupiają się na odnalezieniu odpowiednich wskazówek i odpowiedzeniu na pytania, wybierając w tym celu trzy lub jedną z dostępnych, zebranych przez nas poszlak. Jak słusznie stwierdził Przygodomaniak, produkcja jest grą, w której raczej nie utniemy, gdyż jest łatwa. Proste zagadki, to nie wszystko co czeka nas w tej grze. Podczas zabawy natkniemy się na elementy akcji, w których musimy działać sprytnie i dość szybko. Na drodze Ronana staną bowiem demony, istoty, które nie dość, że wyglądają dość przerażająco a zarazem ciekawie, to jeszcze przeraźliwie wrzeszczą i są niewiarygodnie agresywne. Zaatakowany przez nich bohater traci siły, albo zostaje wessany, być może do piekła (jeśli takowe istnieje), a w grze zwyczajnie ginie. Musimy zatem działać w odpowiedni i przemyślany sposób, czyli cicho, sprytnie i z pomysłem. Taaa…. łatwo mówić, jeśli się nie gra, a jedynie ogląda. W praktyce wygląda to tak, że musimy do naszego stwora podchodzić od tyłu, i atakować, by go zabić lub też unikać z nim spotkania, chowając się w dostępnych w lokacjach duszach, czyli mglistych postaciach porozstawianych tu, czy tam. Od czasu, do czasu, wykorzystamy znajdujące się w pomieszczeniach osoby, wnikając w nie i w ich ciele przechodząc po ukrytych w podłogach demonicznych stworach.


Murdered: Śledztwo zza grobu, przyciąga nie tylko ciekawie poprowadzoną opowieścią, która przyznam się wciągnęła mnie od początku i zaskoczyła na koniec, ale i ciekawymi, wyraźnie zarysowanymi postaciami. Kto zna mnie choć troszkę, ten wie, że to co niezwykle mnie przyciąga w ludziach to ich głosy. W tym przypadku nie jest inaczej. Ronan, człowiek/duch/detektyw to osobnik posiadający przepiękną niską i jednocześnie miękka barwę głosu,  idealnie wpasowującą się w klimat kryminalny, którego tu nie brakuje. To także mężczyzna,  obrazujący typowy rys  detektywa, nieco zblazowanego, cynicznego, bardzo męskiego i zarazem odważnego,  z  nieco sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy, palącego papieros za papierosem. Jest jeszcze wspomniana nastolatka, medium, mogąca kontaktować się z duchami. Odważna smarkula, nieco pyskata i zarozumiała, ale jednocześnie czuła i współczująca. Powagę i straszność gierki, przełamują dialogi między ową dwójką, które czasami wywoływały uśmiech na mojej twarzy.

Na niezwykle wysokim  poziomie stoi także tu grafika, która wykonana została na silniku Unreal 3, prezentując  bogate w detale otoczenie i efekty budujące klimat, czyli unoszącą się gdzie niegdzie mgłę, ciemne szarobure tło i wszędobylskie ciemności a raczej mrok. Smaczku dodają mroczne animacje, prezentujące fragmenty wspomnień i wizje, które wyraźnie podkręcają radość z oglądania tej gierki.

Kolejny plus to oczywiście doskonała praca aktorów, podkładających głosy pod kolejne postacie, w tym Ronana, Joy i wielu innych. Każda rola to mnogość emocji, które słuchać na każdym kroku, odpowiednia modulacja głosu i wyrazistość, której niejednokrotnie brakuje w tego typu grach.

Na plusik zasługuje także muzyka i całość udźwiękowienia, od płynącej w tle muzyki, po dźwięki otoczenia. Muszę przyznać, że są one bardzo, bardzo wiarygodne. Jest tylko jedno ale, które wychwyciłam nie tylko ja, ale i autor let’s play’a. Nasz duchowy, czy raczej duszny przyjaciel Ronan, nie posiadając ciała, wnikający w ściany, przechodzący przez mury, czasami dziwacznie zadziera nogi do góry by przejść przez przeszkodę.  Fajnie, że twórcy starali się w grze bardzo uwiarygodnić wszelakie czynności wykonywane przez postacie, w tym O’Coonera, ale jako duch nie powinien mieć najmniejszych problemów z niczym co go otacza. Nie powinniśmy też słyszeć dźwięków, które wydaje nasza postać podczas chodzenia, czyli tupania, pobrzękiwania odznaki, szelestu liści itp. Te dźwięki przypisane powinny być jedynie żywym postaciom, których w grze nie brakuje, choćby Joy.

Mordered: Śledztwo zza grobu, to projekt, którego wydawcą jest Cegena, co za tym idzie gra dostępna jest w naszym kraju w języku ojczystym, w polskiej, kinowej wersji – napisy PL. Wydawnictwo spisało się całkiem nieźle, nie znalazłam większych błędów językowych, choć tekstu jest sporo, zważywszy, że oprócz pierwszoplanowego wątku, znajdziemy w grze wiele zadań pobocznych i mnóstwo ukrytych notatek, przedmiotów i wszelakich innych elementów, które zabrane w odpowiednich ilościach, odsłaniają nam kolejną, mroczną i niezwykle ciekawą opowieść. Śmiem twierdzić, że zebranie wszystkich ukrytych w lokacjach elementów, zająć może dwukrotnie więcej czasu, niźli same przejście gry. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy, jak każda rzecz na tym padole łez, ale zdecydowanie wydłuża rozgrywkę, motywując jednocześnie do wielokrotnego przejścia owego tytułu.

Podsumowując, podpatrywana  przeze mnie na kanale Przygodomianiaka gra, zaciekawiła mnie na tyle, że z całym przekonaniem mogę tę intrygującą, mroczną i nie pozbawioną akcji grę polecić wszystkim, którzy lubią stopniować sobie dawkę adrenaliny i  którzy nie boją się wyzwań. Tych zaś, którzy tak jak ja, takowy rodzaj gier wolą jedynie oglądać, jeszcze raz zapraszam na wspomniany wcześniej kanał. Życzę tak, czy siak miłej zabawy, oceniając projekt studia Airtight Games na mocne 8,5 :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *